Relacja – Albania Mustang Chillout Trip 2017

Po wielu przemyśleniach dotyczących poszukiwania idealnego miejsca na przeżycie emocjonującej przygody padło na Albanię. Dziki i piękny kraj położony w południowo-wschodniej części Bałkan.

Tak naprawdę po wyprawie w 2016r na Rumunię zapadła nieświadoma decyzja, że w 2017 roku fajnie by było pojechać do ALBANII- i tak się stało.

Organizacja wyprawy trwała od zimy 2016 do lipca 2017 roku i do łatwych nie należała.
Szukanie najlepszego miejsca docelowego, a następnie hotelu zajęło sporo czasu. Komunikacja z Albańczykami też do najłatwiejszych nie należała. Obsługa większości ogromnych i w tamtym regionie prestiżowych hoteli nie rozmawia w języku angielskim.
Następnie ustalaliśmy trasę tak, aby była malownicza, a zarazem bezpieczna i z dobrymi drogami dla naszych mustangów ( RZECZYWISTOŚĆ POKAZAŁA TO CO MAPY UKRYŁY 🙂 )

Jak już wszystko było zorganizowane została kwestia ostatecznej liczby uczestników, która zmieniała się jak pogoda. Ostatecznie 9 załóg wyruszyło na Bałkany.

24.08.2017, czyli dzień przed wyjazdem wszystkie ekipy przyjechały do Kudowy, aby się spotkać i wypocząć przed ciężką trasą, która nas czekała dnia kolejnego. Tego też pięknego i pogodnego czwartkowego wieczoru wybraliśmy się na wspólną kolacje do Czech, gdzie znajduje się komunistycznie wyglądająca knajpa o przepysznym jedzeniu. Następnie ekipy wróciły na nocleg w Hotelu Amalia, w którym omówiliśmy najważniejsze i najistotniejsze punkty wyprawy. 25.08 2017r z samego rana wyruszyliśmy w naszą dziką wyprawę z Kudowy Zdrój.
Nasza trasa przebiegała prze Czechy, Słowację, Węgry do pierwszego noclegu znajdującego się w Chorwacji.
Oczywiście przejazd przez każde Państwo nie przebiegł bez niespodziewanych sytuacji. Na czeskiej autostradzie tuż przed granicą słowacką czeski policjant wyskoczył z lizakiem na środek autostrady i robiąc pajacyki próbował nas zatrzymać. Oczywiście chodziło o skuteczne wyłudzenie pieniędzy. Granice przekraczaliśmy spokojnie jak i czesko-słowacką tak i słowacko- węgierską. Na Węgrzech mnóstwo fotoradarów ćwiczyło nasz refleks na spostrzegawczość oraz reakcje na hamulec 🙂 Niezastąpione w naszej wyprawie okazały się CB-radia oraz radiotelefony, dzięki którym mogliśmy się na bieżąco informować o tym, co się dzieje na trasie, tak aby bezpiecznie przemierzyć setki kilometrów, które dzieliły nas do celu. Bezproblemowa również okazała się granica węgiersko- chorwacka, z uśmiechem i zadowoleniem celników oraz w miarę szybkie dotarcie do noclegowego celu, który znajdował się w hotelu Lug znajdującym się 8 km od miejscowości Bilje. Po przybyciu na miejsce, zakwaterowaniu się i odświeżeniu spotkaliśmy się wszyscy razem na kolacji. Wśród agroturystycznego klimatu miejsca mieliśmy chwile na odpoczynek i relax. Następnego dnia naszym celem była Bośnia i Hercegowina, którą bardzo miło wspominamy. Nocleg zarezerwowany był w malowniczym hotelu położonym nad rzeką.
Hotel nasz znajdował się parę kilometrów od Mostaru, którego nie mogliśmy nie zobaczyć.

 

 

 

 

 

 

To piękne historyczne miasto zachwyciło nas swoim widokiem. Ta nieformalna stolica Hercegowiny położona jest nad rzeką Neretwą, a jej nazwa pochodzi od słowa mostari, czyli strażnicy mostu. Najważniejszym zabytkiem tego miasta jest położony w centrum XVI-wieczny kamienny Stary Most, wybudowany w 1566r. Po zwiedzaniu miasta udaliśmy się na kolację do restauracji znajdującej się w centrum miasta, z ogromnym tarasem, z którego mogliśmy podziwiać panoramę miasta oraz przede wszystkim oświetlony już wieczorem most. Mostar to niesamowite miejsce, o średniowiecznym klimacie, kamienne wąskie uliczki, przepiękne kamieniczki i mnóstwo straganików z ich miejscowymi wyrobami nie tylko kulinarnymi, ale również rękodziełem. Przepięknie malowane filiżanki, wysadzane kamieniami lub perełkami szkatułki i wiele innych cieszących oko błyskotek.
Zasmakowaliśmy ich regionalnych potraw i doświadczyliśmy miłej oraz przyjaznej atmosfery mieszkańców. Po zwiedzaniu wróciliśmy do hotelu, by oddać się wieczornemu odpoczynkowi. Śniadanie nad brzegiem rzeki z widokiem na wodne kolo i rzeczną wyspę było miłym urozmaiceniem poranka.

Następnego dnia do celu jechaliśmy przez Czarnogórę, a na trasie zaliczyliśmy zjawiskową Budvę, która z jednej strony otoczona jest morzem Adriatyckim, a z drugiej od lądu jest oddzielona pasmem górskim. Zjedliśmy tam obiad i co nieco pozwiedzaliśmy. Budva to obok Kotoru i Herceg Novi jeden z popularnych ośrodków wypoczynkowych w Czarnogórze.

Po chwili odpoczynku i zwiedzania wyruszyliśmy do celu naszej wyprawy czyli Shëngjin, miasta portowego położonego w Albanii. Zakwaterowaliśmy się w przepięknie położonym hotelu Prince położonym nad morzem z własną, dużą i piaszczysta plażą 🙂

 

Za plecami hotelu znajdowały się malownicze góry. Hotel położony jest na obrzeżach miasta, a droga dojazdowa prowadzi przez wyboisty teren działającej bazy wojskowej otoczonej zasiekami, co w wielu z nas spowodowało zdumienie, a do tego wieczorna godzina dojazdu ( było jakoś ok 21:30) tworzyła poczucie niepewności i lekkich obaw co do miejsca zakwaterowania. Na końcu tej mrocznej drogi widok naszego hotelu spowodował radość wszystkich uczestników 🙂 Po wyczerpującej trasie szybko się zameldowaliśmy, odświeżyliśmy i usiedliśmy do wspólnej kolacji przy basenie i albańsko-polskiej muzyce granej na żywo.
Następnego dnia pojechaliśmy zwiedzać najbliższą okolice. Na drodze dojazdowej do hotelu ukazały nam się zniszczone wojskowe budynki, które na pierwszy rzut oka wydawały się opuszczone. W rzeczywistości takie nie były. Stacjonujący w nich żołnierze cały czas kontrolowali teren. W pobliżu budynków znajdowały się stare wojskowe ciężarówki, torpedy, w porcie pozatapiane statki zwiadowcze, a także śluza dla łodzi podwodnych, która prowadziła wgłąb góry, na której znajdowała się baza.

 

Dopiero przed terenem gdzie znajdowały się hotele włącznie z naszym zaczynał się równiutki asfalt. Droga do hotelu z jednej strony ukazywała widok na morze, a z drugiej strony odgrodzona była zboczem góry, w której co kilkaset metrów znajdowały się bunkry.
Jedną z rzeczy, która zwróciła nasza uwagę były amerykańskie flagi porozwieszane nie tylko na hotelach, ale także na domach. Po zgłębieniu tematu okazało się, że Albańczycy darzą USA ogromną sympatią ze względu na ich poparcie w sprawie niepodległości etnicznie albańskiego Kosowa, jak i przyjęcia do NATO. Nawet władze albańskiej Sarandy podjęły decyzję o ustawieniu w mieście popiersia kandydatki na prezydenta USA Hillary Clinton. Jako wyraz wdzięczności za wspieranie narodu albańskiego w różnych historycznych momentach. Stany Zjednoczone wpisywały się w historię Albanii od rządów Woodrowa Wilsona, przez Busha, aż po Hillary Clinton.

 

W Albanii spędziliśmy 6 dni, dzięki którym mogliśmy poznać lokalne zwyczaje, pozwiedzać i oczywiście odpocząć 🙂 Wieczorne biesiady pozwalały na integrację całej grupy. Radiotelefony, które zostały zakupione przed wyjazdem idealnie zdały egzamin w komunikacji między nami.
Po wnikliwych poszukiwaniach miejsca gdzie moglibyśmy dobrze zjeść, dostaliśmy namiar od mieszkańca pobliskiej miejscowości na jedna z najlepszych w kraju regionalnych restauracji Mrizi i Zanave.

Po uprzedniej rezerwacji wybraliśmy się tam całą grupą, wynajmując wcześniej busa.
Jest to agroturystyczna restauracja, w której wszystkie dania i większość napoi wyrabiana jest z własnych hodowli i upraw. Dla nas (Polaków) za niewielkie pieniądze mogliśmy spróbować przepysznych, cudnie podanych przystawek i potraw, przy czym dochodząc do meritum kolacji i dania głównego- nie mieliśmy już na nie miejsca 🙂 a po nim jeszcze deser 🙂 Podano nam różnego rodzaju sery, od białych krowich twarożków pokrytych galaretką z pomidorów, przez kozie serki, masy figowe, szaszłyki i kiełbaski z baraniny, wymyślne podane grillowane warzywa, poprzez kilkutygodniową kozinę, aż po deser składający się z dwóch przepysznych ciast, sernika i ciasta czekoladowego, a na posumowanie słodkiego zakończenia podane w niezwykły sposób lody jeżynowe. Nasze kubki smakowe były w siódmym niebie 😉

Restauracja ta aż nie pasowała do albańskiego klimatu, którego wcześniej doświadczyliśmy. Lokal jak i obsługa oraz serwowane dania na pewno zostaną na długo w pamięci każdego z uczestników.

 

 

 

 

 

 

Czas wracać do domu… Na granicach trochę nam się nudziło 🙂 Szczególnie tej chorwackiej…

W drodze powrotnej do kraju nocleg zaplanowany był w Bośni i Hercegowinie, tym razem w Sarajewie. Mieliśmy okazję zobaczyć to miasto nocą. Tętniące życiem, ogromną ilością turystów, chcące zasłonić pod osłoną nocy ślady tak niedawno zakończonej wojny. Namacalny widok zniszczonego wojną miasta przygnębiał. Mimo to miasto jest piękne i posiada wiele urokliwych miejsc. Następnego dnia z samego rana wyruszyliśmy do ostatniego punktu naszej powrotnej wyprawy, którym był Siófok nad południowym brzegiem Balatonu.
Tradycją już po wypadzie na Rumunię, Węgry przywitały nas deszczem. Po zameldowaniu się i krótkim odpoczynku wybraliśmy się na wspólną kolacje do jednej z restauracji w amerykańskim stylu. Tam też wstępnie zakończyliśmy naszą wspólną wyprawę. Rankiem następnego dnia, każdy we własnym zakresie udał się w kierunku swojego miejsca zamieszkania.
Wszystkie ekipy wyraziły swoje zadowolenie z wyprawy czego potwierdzeniem są wpisy na forum Mustang Klub Polska 🙂 Cała trasa była szybka, malownicza i niezapomniana…Życzymy wszystkim takich wyjątkowych wypraw.

Mariola „Bianka” Jarczewska

 

 

Dodaj komentarz