Pierwszy Bieszczadzki Mustang Trip.

W dniach 13-15 października 2017r odbył się Pierwszy Bieszczadzki Mustang Trip.

Pierwszy ponieważ chcemy, aby ten rajd był imprezą cykliczną co roku. Głównym celem rajdu jest podziwianie pięknej, niepowtarzalnej bieszczadzkiej jesieni, oraz przyjemność jazdy mustangiem po górskich odcinkach i serpentynach skąpanych w złotych jesiennych barwach.

Oczywiście cel został osiągnięty z nawiązką.
W rajdzie uczestniczyło 11 załóg.

Spotkaliśmy się w piątek o godzinie 11 w Rzeszowie, skąd wyruszyliśmy do Krasiczyna, jadąc przez Przemyśl mieliśmy okazję podziwiać zabytkową architekturę miasta. W samym już Krasiczynie była chwila na spacery po dziedzińcu zamku, parku oraz na łyk pysznej kawy.

Następnie wyruszyliśmy w stronę Soliny z dwoma przystankami widokowymi po drodze, widoki które podziwialiśmy zapierały dech w piersiach.

Na miejscu naładowaliśmy akumulatory w karczmie Solina oraz przespacerowaliśmy się po zaporze solińskiej, aby później zakończyć dzień imprezą parkingową. Dyskusje nie miały końca, wymienialiśmy się doświadczeniami oraz opisywaliśmy swoje mustangi (aby nie powiedzieć : chwaliliśmy swoje konie 😀 ).

 

Nadeszła sobota, wraz z nią kolejny dzień zaplanowanych atrakcji, zaczęło się od rejsu statkiem po jeziorze solińskim. Bieszczady z tej perspektywy wydają się wyglądać jeszcze bardziej bajecznie.
Następnie pojechaliśmy wielką pętlą bieszczadzką przez Ustrzyki Dolne, na chwilę zatrzymując się w Lutowiskach aby podziwiać widoki, oraz odwiedziliśmy zagrodę żubrów w Mucznem, gdzie mieliśmy okazję z bliska podziwiać te piękne stworzenia.

Kolejnym etapem naszego Tripu było wejście na szlak w stronę chatki Puchatka na połoninie wetlińskiej.
Nieco już zmęczeni udaliśmy się na wyczekany obiad w karczmie Brzeziniak w Przysłupiu.

Następnie pojechaliśmy w stronę Polańczyka skracając nieco drogę przez Terkę, była to najbardziej kręta i dzika droga, przyjemność kumulowały dodatkowo piękne jesienne barwy otaczające nas
z dosłownie z każdej strony.

Zahaczając o marinę w Polańczyku udaliśmy się do miejsca zakwaterowania, po chwili oddechu skierowaliśmy się na zaplanowany wieczór integracyjny w karczmie, atmosfera była świetna, nastroje cudowne, i tak dobiegł końca drugi dzień naszego tripu.

Nadeszła niedziela, z żalem trzeba było się pakować i powoli odjeżdżać z pięknych Bieszczad.

Jednak to jeszcze nie koniec, przed nami płyta poślizgowa w Krośnie – świetne zwieńczenie tripu oraz kolejna już wizyta w pijalni czekolady mistrza Polski cukierników w Korczynie, skąd późnym popołudniem rozjechaliśmy się w kierunku domów.
Tak właśnie opisując w telegraficznym skrócie wyglądał nasz pierwszy trip, aby to poczuć trzeba tam być!
Zapraszamy już za rok!
Z mustangowymi pozdrowieniami
Jarek „J4rek” Drozdowicz

Dodaj komentarz